Fredrowanie jest również na Facebooku

https://www.facebook.com/pages/Fredrowanie/546386355468872?ref=hl   

 

Stanisław Kościesza rysuje:  

 

   Drodzy Fredrowicze

I tak oto IV edycja "Fredrowania" dobiegła końca. Wyniki można znaleźć na podstronie: protokół jury. Zdaję sobie sprawę, że niektórzy czują się rozczarowani, inni być może troszkę źli...Wyjaśnienie: w Turnieju wzięło udział 185 autorów - to sporo, poziom prac był wysoki (obrady jury trwały 2,5 godziny, a ilość omawianych prac była bardzo duża -obyło się bez kłótni, ale dyskusje miały charakter dosyć żywy). Zatem gorąco proszę: nie zrażajcie się, nie krzewcie w sobie żalu do jurorów...bądźcie z "Fredrowaniem" przez cały rok i weźcie udział w kolejnej edycji, zapraszam.

Alicja Ramus 

 

Muza przychodzi, kiedy zmierzch zapada,

zwabiona tęsknym westchnieniem pisarza.

Patrzy nań ciepłym, rozmarzonym wzrokiem

i czyści wszystkie daty z kalendarza.

Rozsiewa wokół pisarski niepokój,

spotęgowany czuciem pożądania

i trwa do końca przy swojej ofierze,

aż płonąć zaczną wyszeptane zdania…

Alicja Ramus 

 

 

 

 Ponieważ sukcesy Fredrowiczów cieszą mnie niczym moje własne, postanowiłam dzielić się nimi na stronie...  

 Pani Wanda Szymanowska i jej dzieło w linku poniżej:

http://zaczytani.pl/ksiazka/zielone_kalosze,druk    

 

 

Poniżej link do piosenek z moim tekstem...muzyka Wojtek Kulpiński...:))) 

 https://soundcloud.com/pasikon/sets/alicja

 

 

a to link do zaprzyjaźnionej strony - dla miłośników poezji nieco bardziej poważnej 

http://porannakawa.republika.pl/index.html    

 

Drodzy Fredrowicze

W dalszym ciągu czekam na chętnych Fredrowiczów, którzy chcieliby się ujawnić w naszej galerii... 

A wszystkich, którzy chcą czegoś o mnie się dowiedzieć, zapraszam do zobaczenia filmiku niekoniecznie obiektywnego, bo zrobionego przez moich przyjaciół, pieszczącego moje ego, który jest tutaj: http://youtu.be/ha-4eCi68dQ  

 

 

Nadesłane z dobrego serca...:)))

 

 

 LESZEK BURZYŃSKI 

Komisarz  Bober  i szklany  sufit.

Ja Komisarz IV L. J. Bober  rzuciłem  myśl o  kupnie  nowego telewizora. Spowodowane to zostało  intensywnym wycieraniem ekranu  w celu odzyskania kolorów, co z kolei sodowało to, że ekran zniknął, a ja nie mam zamiaru oglądać zaplecza telewizora. Przypuszczam,  że intensywność tego wycierania spowodował program „jak odzyskać kolor – poprzez przecieranie ekranu”. Mam nadzieję, że nie będzie programu  o wycieraniu i pastowaniu łysiny,  która świeci u mnie jak latarnia morska. Rozkułem filar z zawartą w nim moją emeryturą, przeznaczoną na pobyt na wyspach  Ula Bula i podjąłem decyzję o zakupie. Bocian dostarczyła do domu stos ulotek i nie okazała się dobrym pracownikiem, sprzątającym powierzchnie płaskie mało – wymiarowe. Rzuciła papiery na podłogę, bo ma pilniejsze zajęcia. Chyba strojenie piór u sąsiada? Przepraszam, ale jestem zazdrosny, a to nie wypada.  Wstałem więc i niefortunnie poślizgnąłem się na tychże ulotkach. No i stało się. W czasie poślizgu uzyskałbym najwyższe oceny w zawodach łyżwiarskich,  ale poślizg skończył się tym, że wyplułem moduł z sztucznymi zębami. W ramach oszczędności mam wymienne moduły ze sztucznymi zębami. Tego nie mogłem wymienić, bo się porysował i gwarancja się skończyła. Trudno… Byłem jak Kevin sam w domu, z zębami jak szczęki 1. I teraz mam problem, jak przegryź się przez  ulotki. Bocian przy piciu porannej kawy zaproponowała, że z taką szczęką to mogę bilety dziurkować. Byłbym gadającym dziurkaczem biletowym. Nawet napisała instrukcję:

-czerwona lampka – włóż  bilet w otwór gębowy dziurkacza,

- zielona lampka – trzaśnij w czubek głowy dziurkacza,

-biała lampka – wyciąg przedziurkowany bilet.

Nie powiem jakimi słowami to oceniłem, ale rajstopy jej zbladły. Ale każdy ma prawo do swoich poglądów. Stary telewizor oddałem do utylizacji i uzyskałem odznakę ochraniacza planety. Schowałem ją do zbioru innych odznak. Mam nadzieję, że kiedyś te odznaki zostaną wystawione, aby uświadomić ogrom strat, jakie poniesie ludzkość, gdy mnie zabraknie.

Ale na razie pracuję …

Nad sprawą wypożyczenia książki w pierwszej połowie XX wieku przez żołnierza, dla którego czas był tak cenny że nosił 4 zegarki na jednej ręce. A pożyczał to w bibliotece, w której powiedzenie „lubię czytelników” brzmiało jak rozkaz. Otrzymałem delikatną misję odszukania książki. Moja ambicja nie pozwalała odmówić. Moja Asystentka rzuciła myl, że może książka posiadała metalowe okucia rogów okładki i znajdzie ją za pomocą wykrywacza metali. Proszę niech szuka. Dzięki temu nareszcie napiję się prawdziwej kawy, a nie dmuchawce latawce wiatr. Szczęście trwało krótko. Po tygodniu przyniosła odłamek kosy i ogłosiła się odkrywcą na miarę Indniany Jonesa. Teraz siedzi w muzeum i studiuje zastosowanie kosy. A przy okazji ile ziemi mi naniosła… Starczyło by na kopiec. Ja za to poprosiłem montera urządzeń przenoszących głos na odległość o sprawdzenie z powierzchni wodnych,  czy fale niosą cichy szelest przewracanych kartek od książek, bo to by naprowadziło na jakiś trop. Po określonym czasie (jego urządzenia też mają swoje normy), zostały tylko uchwycone odgłosy wciskania guzików od pilotów telewizyjnych. Tak się spełniło proroctwo „ Kto ma pilota od telewizora ten ma władzę w domu”. I w tym momencie dotarło do mnie, że zaczyna się era języka migających obrazków. A zanika umiejętność czytania druku. Nad moją głową zawisł szklany sufit nie rozwiązanej sprawy. Przez głowę przebiega mi myl (w bamboszach, bo nie robiła hałasu). A może książka została zużyto w niecnych celach jako artykuł pierwszej potrzeby (z naciskiem na potrzeby)? I ta bezgłośna myśl spowodowała moją drzemkę, a Bocian po powrocie do domu odłożyła akta do szafy z adnotacją nierozwiązane.

Wasz Komisarz IV stopnia L.J. Bober

 


 

 

 




Pytania, wątpliwości, prośby, żądania, przemyślenia, propozycje, wyrazy życzliwości, ewentualnie uwielbienia (krytyka niemile widziana) proszę przesyłać na adres:
alicja@fredrowanie.pl

 

 

 

 

 

 

 

6906